Forum organizacji D.U.T.Y.…

iwanowicz
19.01.2010 14:02:11
Lokalizacja: płock /polska
Posty: 136 #417070
Operacja Fall Blau
Na wiosnę 1942 roku doszło do ustabilizowania się frontu wschodniego. Działania wojenne ograniczyły się jedynie do starć na niewielką skalę. Główną przyczyną takiej sytuacji były wiosenne roztopy, które praktycznie uniemożliwiały wszelkie ruchy obydwu armii. Niemcy i Rosjanie zmagali się z problemami zaopatrzeniowymi i uzupełniali straty po walkach z zimy 1941/1942[3].

W naczelnym dowództwie (Oberkommando der Wehrmacht) rozgorzały spory odnośnie tego, jaki kształt powinny przybrać dalsze działania. Najważniejsi dowódcy, tacy jak np. marszałek polny Luftwaffe – Erhard Milch, upierali się przy konsolidacji dotychczasowych zdobyczy i sprzeciwiali się dalszemu posuwaniu na wschód. Motywowali to tym, że wprawdzie w ręce Wehrmachtu dostały się duże zasoby surowców, ale armia potrzebuje czasu, aby zorganizować ich eksploatację i uczynić z nich lepszy użytek.

Szef Sztabu Generalnego gen. Franz Halder twierdził, iż wojska niemieckie wykrwawiły się w dotychczasowych walkach i potrzebują czasu na odzyskanie sił. Uważał, że bez względu na okoliczności Niemcy nie mogą jeszcze wznawiać ofensywy (dotychczasowe straty niemieckie wyniosły 850 tys. żołnierzy). Z kolei inni dowódcy nalegali na częściowe wycofanie się z zajmowanych pozycji, aby w ten sposób wykorzystać naturalne bariery obronne, takie jak rzeki. Wg nich inicjatywę należało oddać Armii Czerwonej, a Wehrmacht powinien skupić się na zadaniu jak największych strat atakującym poprzez ich wciągnięcie w walki pozycyjne.

Powagi całej sytuacji dodawał fakt przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny. Mimo że Hitler formalnie wypowiedział wojnę USA po japońskim nalocie na Pearl Harbor, to w rzeczywistości nie wynikały z tego gestu żadne realne zobowiązania wobec azjatyckiego sojusznika. Niemniej jednak nad Rzeszą, która całe swe siły zaangażowała w głębi Rosji, zawisła groźba wojny na dwóch frontach, którą trzeba było brać pod uwagę.
Sytuacja w Europie na przełomie 1941 i 1942 r

Przed Hitlerem stanęły także krajowe problemy natury politycznej. Mimo że dyktatura partii nazistowskiej w Niemczech była absolutna, to aby taki stan rzeczy mógł nadal trwać, musiano się liczyć choć w niewielkim zakresie z opinią publiczną oraz zyskiwać poparcie przemysłowych karteli i kadry oficerskiej (w szczególności tej wywodzącej się jeszcze z czasów kajzerowskich). Führer wiedział, że wygrana jest jedynym sposobem na scementowanie jego władzy. W tym czasie Hitler zdawał się podejmować jeszcze racjonalne decyzje i wiedział, iż generalna ofensywa na całej szerokości frontu jest wykluczona. Ponadto nie godził się z myślą o jakimkolwiek, chociażby tylko czasowym odwrocie. Jego kategoryczne rozkazy w zimie 1941/42 nakazujące trwanie na pozycjach w dużej mierze przyczyniły się do ocalenia ówczesnych zdobyczy. Wzmocniony tą trafną decyzją führer zaczął się odnosić z lekceważeniem do swoich generałów uważając, że on sam najlepiej potrafi kierować armią. Z fanatycznym uporem twierdził, że gdziekolwiek niemiecki żołnierz postawi stopę, tam musi pozostać. Wykluczanie przez Hitlera chociażby tylko alternatywnej możliwości wycofania się stawiało w trudnej sytuacji armię niemiecką, która musiała stosunkowo niedużymi siłami obsadzić bardzo długi front.

Hitler szansy na zwycięstwo upatrywał w nieustającej ofensywie. Dlatego razem ze swoimi oficerami sztabowymi z OKW opracował plan pod kryptonimem Blau. Oddziały na północnym i środkowym odcinku frontu miały utrzymać swoje pozycje, podczas gdy Grupa Armii Południe miała uderzyć na Kaukaz, odciąć ZSRR od pól naftowych i zablokować transport na Wołdze w rejonie Stalingradu. Halder uważał te pomysły za całkowicie błędne, natomiast führer twierdził, iż będzie to potężny cios, który położy kres wojnie na wschodzie. Pozbywając się Stalina Rzesza miała umocnić się w Europie i trzymać aliantów na odległość za pomocą potężnych sił zbrojnych, przez co miano ich zmusić w końcu do rozpoczęcia rokowań pokojowych.

Coraz gorsza sytuacja na wschodzie po początkowych sukcesach wymusiła natychmiastowe zmiany w najwyższym dowództwie. Hitler zdymisjonował marszałka polnego von Brauchitscha – dotychczasowego głównodowodzącego i sam zajął jego stanowisko na okres wojny. Von Rundstedt także stracił stanowisko dowódcy Grupy Armii Południe, za to, że wydał samowolny rozkaz odwrotu. Los Rundstedta podzielił także von Leeb. Fedor von Bock został przesunięty do dowództwa Grupy Armii Południe, kiedy jednak nie wyraził zgody na podział jego sztabu na dwie jednostki operacyjne został zwolniony. Od tego momentu Grupa Armii Południe dzieliła się na dwie grupy armijne: A i B (07.07.1942).

Grupa Armii B składała się z 6. Armii pod dowództwem Friedricha Paulusa oraz 4. Armii Pancernej z gen. Hermannem Hothem. Miała ona za zadanie utworzyć korytarz oddzielający rzeki: Wołga i Don, a następnie zmienić kierunek na północno-wschodni i zdobyć Stalingrad wraz z przebiegającą przez nie rzeką Wołgą. Siły te zostały dodatkowo wzmocnione jednostkami z innych państw Osi, w skład których weszły oddziały włoskie, rumuńskie i węgierskie. Grupa Armii A pod dowództwem marszałka polnego Lista z marszałkami von Mansteinem i von Kleistem, stojącymi na czele swoich armii, miała szybko posuwać się do pól naftowych w Majkopie i do wybrzeży Morza Kaspijskiego.
Przebieg operacji Blau

Operacja "Blau", rozpoczęta w lipcu 1942 r., już na samym początku napotkała na liczne trudności. Mimo że Armia Czerwona była jeszcze stosunkowo słaba po olbrzymich stratach z początku wojny, to stawiła nadspodziewanie silny opór w Woroneżu, co spowodowało opóźnienia w planach niemieckich. Dzięki zaciętej obronie miasta duża ilość sił rosyjskich wycofała się w głąb kraju. Niemcy, którzy liczyli, że powtórzy się sytuacja z czerwca 1941 r. tzn. dojdzie do otoczenia dużych grup wojsk radzieckich, głęboko się rozczarowali. Mimo że Armia Czerwona cały czas była w odwrocie, to teraz przynajmniej był to odwrót zorganizowany, a nie chaos i paniczna ucieczka jak dawniej.

Pomimo strat poniesionych w trakcie Operacji Barbarossa Wehrmacht ciągle jeszcze był dosyć dobrze wyposażony, jeżeli chodzi o sprzęt. Natomiast Armia Czerwona, pomimo dużej poprawy od ostatniego lata, nadal nie mogła być równorzędnym przeciwnikiem dla Wehrmachtu. Niemcy praktycznie cały czas zdobywali duże ilości porzuconej rosyjskiej ciężkiej broni i brali do niewoli tysiące czerwonoarmistów (co już nie było tak wielkim osiągnięciem w stosunku do setek tysięcy jeńców radzieckich z 1941 r.), dlatego też byli pewni, iż zwycięstwo jest w zasięgu wzroku.

Pewność ta udzielała się także Hitlerowi, który stwierdził, że 4 Armia nie jest już potrzebna do zdobycia Stalingradu. Miała się ona odłączyć od 6 Armii i wesprzeć siły uderzające na Kaukaz. Zmiana kierunku uderzenia wywołała tylko niepotrzebny chaos, bo drogi 6 Armii i 4 Armii Pancernej skrzyżowały się powodując wielkie zamieszanie. Do naprawienia sytuacji potrzebnych było kilka cennych dni. Ponadto 6 Armia została pozbawiona dużej części swojego paliwa, które zostało przydzielone wojskom pancernym zmieniającym kierunek na południowy. Oddziały zmotoryzowane Paulusa utknęły z powodu braków w materiałach pędnych na całe dwa tygodnie do czasu, aż rozwiązano problemy zaopatrzeniowe.

Jednak Hitler na tym nie poprzestał, bo zmienił wkrótce zdanie i nakazał Hothowi, aby ten z powrotem połączył się z Paulusem. Decyzja ta została wymuszona przez chaotyczne ataki dwóch sowieckich armii pancernych Frontu Stalingradzkiego. Hitler po prostu zdał sobie sprawę, że siły 6 armii są za słabe do opanowania Stalingradu. Dzięki tej nieporadności w ataku gen. Andriej Jeriemienko, dowódca południowego odcinka frontu, miał czas na stworzenie planu zatrzymania wojsk niemieckich na zachodnim brzegu Wołgi. Jednak jego sytuacja wyglądała nieciekawie. Armia Czerwona była zdemoralizowana przez ciągłe wycofywanie się, a ku jej pozycjom, które zdawały się być ostatnią linią obrony, zmierzało 750 tys. żołnierzy przeciwnika.

W kwaterze głównej marszałka polnego von Weichsa dowódcy Grupy Armii B coraz bardziej narastało zwątpienie. Paulus w tym czasie przekraczał wąski obszar pomiędzy Donem i Wołgą, nie napotykał przy tym na większy opór. Brak kontaktu z przeciwnikiem źle wróżył całej operacji, tak samo jak fakt odsłonięcia lewego skrzydła armii, które było coraz bardziej zagrożone wraz z rozciągnięciem maszerujących oddziałów na dużej przestrzeni.

Paulus stwierdził, iż: "Ważne jest, aby uderzyć w Rosjan z taką siłą, aby się już nie podnieśli". Tymczasem szanse na to stawały się coraz bardziej iluzoryczne wraz z tym, jak Armia Czerwona wycofywała się do Stalingradu, unikając tym samym zniszczenia w otwartym polu.
Paulus i Czujkow
Stojące naprzeciwko siebie armie, które walczyły pod Stalingradem, były zasadniczo różne od tych, które walczyły na dawnych polach bitew. Przede wszystkim do czasów I wojny światowej wysocy rangą oficerowie, zarówno w armii rosyjskiej, jak i niemieckiej, wywodzili się głównie z kręgów arystokracji lub szlachty. Teraz sytuacja uległa zasadniczej zmianie. Wojna totalna wymagała zaangażowania całego narodu, wraz z nią znikły przywileje stanowe, a kadra oficerska stała się otwarta dla wszystkich warstw społecznych. Proces ten był szczególnie widoczny w robotniczo-chłopskiej Armii Czerwonej.

Friedrich Paulus wstąpił do wówczas jeszcze cesarskiej armii w 1910 r. W czasie I wojny światowej osiągnął stopień kapitana, a jego służba miała głównie charakter sztabowy. Walczył m.in. na Bałkanach oraz pod Verdun. Ożenił się z piękną rumuńską szlachcianką Eleną Rosetti-Solescu, którą jego przyjaciele nazywali "Coco". Po wojnie pozostał w Reichswerze i do czasu objęcia władzy przez Hitlera doszedł do stopnia majora. Paulus był bardzo pedantycznym i dokładnym dowódcą. Pogardzał brudem, kilkakrotnie w ciągu dnia potrafił zmieniać mundur i brać kąpiel. Znany był głównie jako świetny oficer sztabowy, jednak praca przy planszy polegająca na przemieszczaniu związków taktycznych okazała się być czymś całkowicie innym od dowodzenia w polu, o czym Paulus sam miał później się boleśnie przekonać. Brakowało mu przede wszystkim szybkości podejmowania decyzji i śmiałości, zawsze starał się drobiazgowo analizować swoją sytuację, na co nie zawsze był czas w warunkach szybko zmieniającej się sytuacji na polu walki (był całkowitym przeciwieństwem Erwina Rommla, który był typem "walczącego generała"oczko.

Jeden z jego współpracowników opisał go w następujący sposób: "Typowy oficer sztabowy ze starej pruskiej szkoły. Wysoki i zawsze świetnie ubrany, dbający o każdy detal. Skromny, może zbyt skromny, zawsze starający się zachowywać w sposób kurtuazyjny, dobry towarzysz, starający się nikogo nie urazić. Utalentowany, przejawiający zainteresowanie w sprawach wojskowych, skrupulatny. Przejawia zamiłowanie do gier wojennych i do opracowywania planów operacyjnych. W tych kwestiach posiada niewątpliwie dużą wiedzę, rozważa starannie każdą decyzję zanim wyda jakiekolwiek rozkazy".

Wraz z pojawieniem się Hitlera i powiększaniem armii niemieckiej Paulus powoli awansował w hierarchii oficerów sztabowych. Wraz z wybuchem wojny w 1939 r. był już generałem majorem w Sztabie Generalnym 10 Armii gen. Waltera von Reichenau. Von Reichenau był jego zupełnym przeciwieństwem. Jako zdeklarowany nazista, ordynarny w obyciu, nieprzykładający wagi do wyglądu, preferował dowodzenie na polu walki niż pracę za biurkiem. W czasie ataku na Polskę dał przykład swoim oddziałom i wpław przebył Wisłę. Z Paulusa był bardzo zadowolony, głównie z tego względu, iż ten wykonywał za niego całą żmudną pracę biurową, a ponadto wprowadzał świetną organizację w jego oddziałach.
Żołnierze radzieccy czekający na niemiecki atak

Armia Reichenaua i Paulusa, która od kampanii 1940 r. otrzymała numer 6, stanowiła szpicę wojsk uderzających na Belgię i stanowiła elitę wśród jednostek Wehrmachtu. To właśnie te oddziały przygwoździły Brytyjski Korpus Ekspedycyjny i pozostałości armii francuskiej w Dunkierce. 6. Armia miała także brać udział w inwazji na Wyspy Brytyjskie, a Paulus otrzymał zadanie opracowania szczegółów desantu i dalszych działań po wylądowaniu w Anglii.

Wraz z odwołaniem planu Lew Morski Paulus otrzymał rozkaz powrotu do Berlina, gdzie pracował pod nadzorem gen. Franza Haldera, uczestnicząc w przygotowywaniu inwazji na ZSRR pod kryptonimem Barbarossa. Praca w Sztabie Generalnym była świetną odskocznią dla jego dalszej kariery. Zaimponował Halderowi swoją precyzją myślenia oraz dokładnością w wykonywaniu powierzonych obowiązków. Jak na ironię można dodać, że Paulus kreślił plany operacyjne dalszych działań Wehrmachtu łącznie z 6. Armią, nie przewidując, że będzie mu dane te plany wprowadzać w życie.

Wraz z odwołaniem ze stanowiska Grupy Armii Południe von Rundstedta marszałek polny von Reichenau został przeniesiony na jego miejsce z 6. Armii. Von Reichenau polecił na nowego dowódcę 6. Armii swojego dawnego zastępcę. Von Reichenau miał pomóc Paulusowi we wdrożeniu się do nowych zadań. Plany te pokrzyżowała śmierć Reichenaua w dniu 17 stycznia 1942 r. wywołana atakiem serca oraz udarem. W wieku 51 lat Paulus spełnił swoje życiowe marzenie – został dowódcą armii, teraz zza biurka miał przejść na prawdziwe pole bitwy.

Gen. porucznik Wasilij Czujkow – adwersarz Paulusa, jeżeli chodzi o wygląd zewnętrzny, był niemalże jego lustrzanym odbiciem. Urodzony w chłopskiej rodzinie w 1900 r. Czujkow od 12 roku życia kształcił się w zawodzie mechanika, imał się w tym czasie różnych prac. W 1918 r. wstąpił do Armii Czerwonej. Służył m.in. pod rozkazami komisarza Józefa Stalina. Ciekawym jest fakt, że jego pierwszą bitwą była walka o Carycyn – małe miasto nad Wołgą. Carycyn, a następnie pokonanie "Białych" były krokiem milowym w karierze Stalina. Później miasto to na cześć Stalina zostało przemianowane na Stalingrad (obecnie Wołgograd) i stało się ważnym ośrodkiem przemysłowym ZSRR.

W wojnie domowej Czujkow był wyróżniającym się żołnierzem. W ciągu roku otrzymał nominację na dowódcę regimentu i został członkiem partii. Następnie uzupełniał swe wykształcenie, ukończył m.in. prestiżową Akademię Wojskową im. Michaiła Frunzego w 1925 r. Czujkow – syn chłopa o wzorcowej karierze żołnierskiej dobrze wpisywał się w radziecką ideę społeczeństwa bezklasowego. Cudem ocalał w czasie stalinowskich czystek, widocznie okazując się dla Politbiura "neutralny politycznie".

Czujkow brał udział w agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 r. Tutaj także nawiązał pierwsze kontakty z Niemcami i zobaczył nowy sposób walki – "Blitzkrieg". Później walczył przeciwko Finlandii w wojnie zimowej, która obnażyła wszystkie słabości czerwonoarmistów. Uczestniczył też w misji do Chin w charakterze attaché wojskowego, tam też zaskoczył go wybuch wojny z Niemcami w 1941 r. Na początku 1942 r. został wezwany z powrotem do Związku Radzieckiego i objął stanowisko zastępcy dowódcy 64. Armii. W tym punkcie swojej kariery jawił się jako oficer ambitny, zdeterminowany i agresywny w działaniu. Cechował się zmiennym charakterem i nie znosił sprzeciwu. Nierzadkie były sytuacje, gdy Czujkow uderzał swoją laską i beształ podwładnych, którzy nie spełniali jego oczekiwań.
Radziecka pepesza - razem z granatami pistolety maszynowe były najskuteczniejszą bronią w walkach ulicznych.

W sierpniu 1942 r., gdy Niemcy zbliżali się do Stalingradu, jasnym było, iż główną linię obrony miasta stanowić będzie 62. Armia. Jej dowódca gen. Łopatin był zdruzgotany stanem podlegających mu sił. Kiedy zwierzył się z tego gen. Jeriemience, odpowiedzialnemu za odcinek frontu stalingradzkiego, został natychmiast zdymisjonowany. Jeriemienko zaczął szukać następcy na to miejsce, kandydat miał cechować się uporem i wytrwałością, które wzmocniłyby ducha żołnierzy radzieckich. Jego wybór padł na Wasilija Iwanowicza Czujkowa.

Wraz z powołaniem Czujkowa Jeriemienko wydał dyrektywę do wszystkich swoich podwładnych, w której zawarł prostą instrukcję: "ani kroku w tył". Na potwierdzenie tych słów jednostki NKWD zostały skierowane do Stalingradu. Miały one rozstrzeliwać każdego, kto tego rozkazu nie przestrzegał. Napominając Czujkowa, aby ten utrzymał miasto bez względu na koszty, Jeriemienko zapytał go, jak ten rozumie swoje zadanie. Czujkow nie zmieszał się w ogóle i odpowiedział, iż obrońcy nie ośmielą się poddać Stalingradu. Zapewnił także Chruszczowa i Jeriemienkę, iż 62. Armia utrzyma miasto albo w nim umrze.

Czujkow wiedział, że przewaga Wehrmachtu w otwartym stepie jest zbyt duża i dlatego zdecydował, że wciągnie Niemców w walki uliczne, w których będzie starał się ich wykrwawić. Wyznaczył umocnione punkty oporu, przez które przeciwnik musiał przejść w swym marszu ku Wołdze. Ustalono pozycje artylerii i skupiono pola ostrzału na potencjalnych miejscach największego skupienia sił niemieckich. Następnie skierował do żołnierzy odezwę, w której powiedział, iż "żołnierzom nie wolno myśleć o tym, co jest za Wołgą", było to więc zdecydowane określenie charakteru przyszłych walk, które miały się cechować wielkim uporem ze strony Armii Czerwonej. Teraz pozostało mu tylko oczekiwać na przybycie 6. Armii.
Agonia miasta
W latach czterdziestych Stalingrad był trzecim największym miastem Związku Radzieckiego (po Moskwie i Leningradzie), w 1940 r. liczył ok. 850 tys. mieszkańców. Rozpościerał się na wąskim pasie ziemi na długości około 28 km wzdłuż Wołgi. W ramach następujących po sobie planów 5-letnich Rosjanie wybudowali tu sławną Fabrykę Traktorów - Krasnyj Oktiabr, Zakłady Metalowe Barikady oraz Zakłady Chemiczne Lazur. Miasto było ważnym punktem transportu rzecznego wykonywanego przez barki. Tutaj przeładowywano dla całego kraju: zboże, ropę, maszyny rolnicze, produkty chemiczne i wiele innych towarów. Na czas wojny większość fabryk Stalingradu zmieniła produkcję na potrzeby wojska. Jego zakłady opuszczały teraz: czołgi, broń ręczna i inne istotne dla Armii Czerwonej produkty.

Na początku operacji Barbarossa wojna nie stanowiła zbytniego problemu dla mieszkańców miasta i wydawała się toczyć gdzieś daleko. Ale w połowie sierpnia 1942 r. wszystko miało się zmienić. Zaczęto ewakuować dzieci i nieprzydatnych cywilów. Duża część populacji ciągle pozostawała jeszcze w mieście w czasie, gdy rozpoczynały się pierwsze walki. Luftwaffe wysłała 4. Flotę Powietrzną w celu wykonania pierwszych bombardowań powodujących pożary, które strawiły znaczną część powierzchni dzielnic mieszkalnych i przemysłowych. W czasie gdy centrum Stalingradu ogarnięte było pożogą, redaktorzy miejscowych gazet zaczęli wydawać zaimprowizowaną gazetę Prawda Stalingradu. Na ręcznych prasach wydrukowano jednostronicowe egzemplarze, gdzie na pierwszych stronach widniał duży nagłówek "Zmiażdżymy wroga u bram Stalingradu!".
Fontanna Barmalei, ustawiona przed wejściem do Muzeum Obrony Carycyna-Stalingradu, cudem ocalała po nalocie z 23 sierpnia

Około 40 tys. cywilów poniosło śmierć od pierwszych bomb lotniczych, to spowodowało przyśpieszenie ewakuacji. Szczególnie zaciekle atakowanym celem przez niemieckich pilotów stały się barki na Wołdze obsługiwane przez Flotyllę Wołżańską, które bezustannie przewoziły uciekinierów z zachodniego brzegu na wschodni, a z powrotem dowoziły zaopatrzenie[4]. Luftwaffe z premedytacją ostrzeliwała gromadzących się na brzegu cywilów po to, aby zwiększyć panikę i zablokować załadunek na łodzie. Ataki te spowodowały duże straty.

Szczególny popłoch siały nurkujące z przeraźliwym dźwiękiem syren Stukasy. Mimo tego czerwonoarmistom udawało się utrzymać połączenie w poprzek Wołgi. Pierwsze jednostki 6. Armii osiągnęły granice miasta w jej północnych przedmieściach o nazwie Rynok. 16. Dywizja Pancerna gen. Hansa Haubego jako pierwsza dotarła do rzeki. Od tego momentu zablokowana została północna część miasta. Luftwaffe z uporem starała się zrównać Stalingrad z ziemią. Lotnicy niemieccy niemalże nie opuszczali przestrzeni nad miastem, wracając na swoje lotniska tylko po nowy ładunek bomb. Niebo było przesłonięte ogromną liczbą samolotów, wydawało się, że cała niemiecka flota powietrzna został ściągnięta w ten rejon. Bombardowanie miało trwać niemal bez przerwy przez jeszcze kilka następnych miesięcy, przy czym nie wybierano żadnych celów, a po prostu systematycznie wyburzano kolejne rejony "miasta Stalina".

1 września radziecka 62. Armia była już w całości uwikłana w ciężkie walki. Ruiny i gruzy stały się dla Niemców nie lada problemem, ponieważ utrudniały przemieszczanie się żołnierzy, a w szczególności pojazdów. Tutaj strategia Blitzkriegu, opierająca się na czołgach, była całkowicie bezużyteczna, wozy pancerne niemające żadnej swobody manewru mogły stać się bardzo łatwym celem dla piechurów. Dlatego też cały ciężar walki spoczywał na barkach piechoty. Czujkow wybrał kilka kluczowych budynków i zamienił je w silnie umocnione twierdze. Dobrze rozmieszczona artyleria radziecka, która przetrwała bombardowania, panowała nad terenem, na którym posuwali się Niemcy i przygważdżała ich w kolejnych rejonach miasta.
Walki o fabrykę Barrikady

Zdobycze Wehrmachtu, które poprzednio sięgały setek kilometrów, teraz liczone były w metrach. Walki toczyły się o każdy dom. Rosjanie zdawali się nie przejmować potężnymi atakami lotnictwa niemieckiego i dużymi stratami, które im zadawało. Czerwonoarmiści ocalali z ostrzału i bombardowań pomimo tego, że byli skrajnie wyczerpani i wykrwawieni, szukali nowych punktów oporu w gruzowiskach, które oddawali dopiero po ciężkich i długich walkach. Niemcy zaczęli ponosić olbrzymie straty, które były nie do uniknięcia w desperackich atakach, często kończących się walką wręcz. Żołnierze Armii Czerwonej byli niewątpliwie gorzej wyszkoleni i zaopatrzeni, ale wyrównywali to swoim hartem ducha i niesamowitą wytrzymałością na trudy i niewygody, której brakowało Niemcom, nieprzyzwyczajonym do takiego sposobu prowadzenia wojny. Mimo tego presja ku Wołdze ze strony wojsk niemieckich w dalszym ciągu była bardzo silna.

Fabryka Traktorów Krasnyj Oktiabr, pomimo dużych zniszczeń, w dalszym ciągu produkowała czołgi T-34, które prosto z niej wyjeżdżały w rejon walki. Często w skład ich załóg wchodzili robotnicy fabryczni. Ci sami robotnicy wspierali także żołnierzy w obronie miasta. Cywile stalingradzcy wykazywali się dużą odwagą. Pewnego razu niemiecki batalion pancerny, który wdarł się głęboko na pozycje radzieckie, ujrzał ku swemu zdziwieniu, że na jego drodze znalazły się kobiety-żołnierze. Pomimo wręcz heroicznej postawy 62. Armii Niemcy powoli ale stanowczo spychali ją ku rzece. Czujkow desperacko próbował utrzymać łączność ze swymi oblężonymi i podzielonymi jednostkami, ale w końcu poprzestał jedynie na generalnych instrukcjach wydawanych do wszystkich żołnierzy. Później miał powiedzieć, że "w Stalingradzie każdy człowiek musiał sam być generałem". Radzieccy żołnierze na pozycjach, które zostały ominięte, a później znalazły się w otoczeniu, musieli kontynuować walkę pomimo braku zaopatrzenia, posiłków oraz jakichkolwiek dyspozycji z dowództwa. Wielu z nich walczyło jeszcze przez kilka tygodni, aż do wyczerpania się żywności i amunicji. Przy czym zanim ostatecznie polegli, zdobycie ich pozycji zakończyło się krwawym żniwem wśród niemieckich żołnierzy.
"Piekło na ziemi"
Wśród wojsk radzieckich znajdowała się we wczesnym stadium obrony także 13. Dywizja Gwardii gen. Aleksandra Rodimcewa. Rodimcew brał udział w hiszpańskiej wojnie domowej i był radzieckim bohaterem narodowym. Po odprawie u Czujkowa, przed powierzeniem mu zadania do wykonania, powiedział: "Jestem komunistą i nie mam zamiaru opuszczać miasta". Jeden z podwładnych Rodimcewa, por. Anton Kuzmicz Dragan, otrzymał osobiście od Czujkowa rozkaz wykonania niemalże samobójczej misji utrzymania stacji kolejowej w śródmieściu. Po zebraniu plutonu liczącego mniej niż 50 ludzi Dragan wsławił się zaciętą trwającą 3 tygodnie walką o każde pomieszczenie magazynu kolejowego. Przebijając się przez ściany, czołgając się po poddaszu, kryjąc się pod podłogą Rosjanie ustępowali z jednej części budynku tylko po to, aby zaraz pojawić się niespodziewanie w drugiej i zacząć walkę od nowa. Co chwilę dochodziło do wymiany ognia w korytarzach, wrzucania i odrzucania z powrotem granatów pomiędzy poszczególnymi pomieszczeniami. W ten sposób nieliczna grupa ludzi Dragana wiązała dużą liczbę oddziałów niemieckich. Pomimo tego bohaterskiego oporu z żołnierzy radzieckich została tylko garstka. Po wyczerpaniu się amunicji i żywności jeden z podwładnych Dragana bagnetem wyrył na ścianie napis Gwardziści Rodimcewa walczyli i umierali tutaj za ojczyznę. W ciemnościach Dragan i grupa jego 5 ludzi wyśliznęła się z budynku, przedarła się przez linie nieprzyjacielskie i później przyłączyła się do jednostek znajdujących się w innych rejonach miasta.

Posiłki i zaopatrzenie dla Stalingradu ściągano z wszystkich rejonów ZSRR. Bitwa o to miasto była sprawdzianem woli dwóch dyktatorów – Hitlera i Stalina i miała dla nich prestiżowy charakter. Dosyć pokaźne zapasy zostały zgromadzone na wschodnim brzegu Wołgi, jednak wraz z opanowaniem północnego i południowego odcinka rzeki przez Niemców jedyną drogą do miasta była przeprawa promowa docierająca do krótkiej części zachodniego brzegu Wołgi będącego jeszcze pod kontrolą Armii Czerwonej. Jego utrzymanie było teraz dla Czujkowa kwestią życia i śmierci.

Na wschodnim brzegu zorganizowano magazyny oraz tymczasowe schronienia dla dużych mas ludzi i sprzętu, łącznie z prowizorycznym szpitalem dla rannych. Umieszczono tam także baterie wyrzutni rakietowych, słynnych katiusz, nazywanych organami Stalina. Ich wystrzeliwanie ze stelaży zamontowanych na ciężarówkach łączyło się z wydawaniem głośnego świszczącego odgłosu. Broń ta miała też charakter psychologiczny, katiusze oddziaływały negatywnie na morale Niemców i bez przerwy zasypywały ich pozycje gradem rakiet.
Zdjęcie samolotu Ju 87

Zagrożone zostało także panowanie Luftwaffe w powietrzu. Na niebie zaczęły pojawiać się nowoczesne radzieckie myśliwce Jak 1. Po raz pierwszy w tej wojnie Niemcy dotkliwie doznali na własnej skórze skutków zmasowanego bombardowania z powietrza. Wśród radzieckich lotników sławna stała się 22-letnia Lidia Litwiak, nazywana przez przyjaciół Lili. Służyła ona w 588 Nocnym Pułku Bombowców znanym jako Nocne wiedźmy. Z białą różą wymalowaną na swoim samolocie stała się przydatna dla radzieckiej propagandy, która rozsławiła ją pod przydomkiem "Biała róża Stalingradu". Litwak zestrzeliła 12 maszyn nieprzyjaciela. Szczęśliwie przeżyła bitwę stalingradzką, zginęła dopiero w lipcu 1943 r. w czasie bitwy pod Kurskiem.

Stalingrad w tym czasie był prawdziwym piekłem dla żołnierzy obydwu stron. Nad miastem praktycznie bez przerwy świszczały rakiety, wybuchały pociski i trwała bezustanna kanonada. Łuna rozpościerająca się nad płonącym miastem była dostrzegalna w nocy z odległości 40 km. W dzień gruzy spowijała warstwa duszącego dymu i gryzącego pyłu wznoszącego się od eksplozji. Taki widok odstraszał żołnierzy radzieckich, którzy na promach ze wschodu przepływali rzekę. Niektórzy z nich woleli skoczyć do lodowatej wody niż dołączyć do walczących w mieście. Dlatego też na każdą barkę okrętowano oficerów politycznych, którzy mieli wymusić bezwzględną dyscyplinę, dla uciekających nie było litości i natychmiast ich rozstrzeliwano.

Mimo że obydwaj dowódcy mieli do dyspozycji dosyć duże siły, to wąskie podejście do miasta i zwężenie rzeki w miejscu przeprawy sprawiało, że walczące jednostki mogły niezbyt często otrzymywać zaopatrzenie i niemożliwe było użycie całości dostępnych sił na wąskim odcinku frontu. Niemcy czynili nieznaczne postępy, które opłacali dużą daniną krwi. Taktyka działań opóźniających Czujkowa zdawała się przynosić rezultaty, ale również kosztem ogromnych ofiar. Zarówno Paulus, jak i Czujkow, zaczęli coraz bardziej odczuwać skutki walki. Paulus nabawił się nerwowego tiku nad swoim okiem, a Czujkow miał cały czas zabandażowane ręce z powodu trawiącej je egzemy.

Sytuacja w Stalingradzie odbijała się szerokim echem na całym świecie. W Berlinie Halder został zdymisjonowany przez Hitlera, co było spowodowane nieustannymi kłótniami pomiędzy nimi. Na jego miejsce przyszedł bezwolny gen. Kurt Zeitzler, który nie zdobywał się na wyrażenie własnego zdania. Teraz Hitler stracił już resztki zdrowego rozsądku, jego działania wydawały się być pozbawione jakiejkolwiek logiki. Wehrmacht musiał wykonywać obłąkańcze rozkazy, które prowadziły do samozagłady. Hitler wbrew rzeczywistemu stanowi rzeczy powiedział, iż wróg na wschodzie został powalony tak, że już nie zdoła się podnieść, ministerstwo propagandy Goebbelsa już zdążyło przygotować gotowe do ogłoszenia depesze o upadku miasta Stalina, mimo tego, że sowiecka 62. Armia zajmowała jeszcze niewielki trójkątny obszar na brzegu Wołgi.
Wojna szczurów – Rattenkrieg

Wraz z zajęciem około 90% Stalingradu oddziały Czujkowa z wielkim wysiłkiem starały się utrzymać swoje nadwątlone i ostateczne pozycje, w tym momencie nie miały się już one gdzie wycofywać, za nimi była rzeka. Przedłużające się walki uliczne, wszechobecna śmierć i destrukcja sprowadziły życie ludzi w tym mieście do jedynie najprymitywniejszej egzystencji. Niemcy nazywali je Rattenkrieg – wojną szczurów. Niemiecki żołnierz w liście do swojej rodziny pisał zwierzęta uciekają z tego płonącego miasta – piekła, najtwardszy kamień nie przetrwa tu długo. Tylko człowiek trwa.

Czujkow, aby zminimalizować przewagę ognia nieprzyjaciela, zalecał swoim ludziom, aby starali się walczyć na jak najmniejsze odległości i przechodzili do walki wręcz tak często, jak to tylko jest możliwe. W takiej sytuacji Wehrmacht nie mógł liczyć na wsparcie lotnicze i artyleryjskie ze względu na możliwość rażenia własnych żołnierzy. W miejskich starciach jakakolwiek taktyka czy strategia nie mogła być wypracowana, ponieważ wszystko zależało od pojedynczego żołnierza. Sama bitwa o miasto została zredukowana do wielu licznych akcji, w których brały udział małe oddziały.
Radzieckie katiusze

Teraz dla armii Paulusa najważniejszy był czas. Armia Czerwona musiała zostać pokonana przed nadejściem zimy, ponieważ wówczas po skutej lodem Wołdze do miasta mogłyby docierać w dużo większych ilościach posiłki i zaopatrzenie, a w takiej sytuacji Niemcy nie mieliby szans na opanowanie Stalingradu. Straty niemieckie były dużo wyższe od tych, które przewidywano. Snajperzy, radziecka artyleria i różnego rodzaju pułapki zbierały swe mordercze żniwo. Jednak i tak w porównaniu do strat niemieckich straty radzieckie były wręcz zatrważające (szacuje się, że w połowie października 1942 r. wynosiły one 80 tys. zabitych, a razem z ludnością cywilną mogło zginąć nawet 250 tys. ludzi).

Niemcy utrzymywali w tym momencie walki strategiczny Kurhan Mamaja – na rosyjskich mapach wojskowych oznaczony jako wzgórze 102 – z którego roztaczał się widok na środkową część Stalingradu i okalający go step (po wojnie wzniesiono na nim monumentalny pomnik "Matka Ojczyzna wzywa"oczko. Wzgórze to tak często przechodziło z rąk do rąk, że walczące strony straciły rachubę, co do tego, ile razy do nich należało. 6 Armia kontrolowała też południowe przedmieścia mieszkalne i przedarła się do Wołgi na północ od śródmieścia. Czujkow utrzymywał się jeszcze w centrum miasta, dysponował przystanią promową. Armia Czerwona trwała także ciągle w Zakładach Metalowych Barrikady oraz zajmowała większość zrujnowanej Fabryki Traktorów Krasnyj Oktiabr. Był nawet pewien okres, że Niemcy zbliżyli się na odległość 180 metrów od bunkra Czujkowa, a wynik bitwy zawisł na włosku. Jednak umocnione radzieckie punkty oporu pokrzyżowały już prawie całkowicie możliwość zdobycia miasta. Do historii przeszedł w szczególności rosyjski pluton z 42 Pułku Gwardii, broniący trzech budynków w śródmieściu, z których roztaczał kontrolę na podejścia ku rzece. Zginęli w nim wszyscy oficerowie, a dowodzenie objął Jakow Pawłow, który utrzymał się w tym miejscu przez 59 dni do czasu, aż dotarły tu posiłki. Sam budynek natomiast został zapamiętany jako dom Pawłowa. Jego opalona i postrzelana fasada do dziś dnia jest świadectwem tamtych walk.

Pawłow skutecznie wykorzystywał rusznice przeciwpancerne umieszczone na dachu, z których bezkarnie ostrzeliwał niemieckie czołgi. Nie mogły one wystarczająco wysoko podnieść swoich luf aby ostrzelać górne kondygnacje. Dom Pawłowa ze swoimi moździerzami, snajperami i karabinami maszynowymi pozostawał przez cały czas śmiertelnym zagrożeniem dla sąsiednich oddziałów niemieckich. Sierżant Jakow Pawłow został bohaterem narodowym. Po wojnie Pawłow otrzymał za swoje bohaterstwo liczne odznaczenia, był także trzykrotnie deputowanym do wyższej izby radzieckiego parlamentu (Wierchownyj Sowiet). Jakow Pawłow jest często mylony z Iwanem Dmitrijewiczem Pawłowem, który również walczył w bitwie stalingradzkiej, ale po II wojnie światowej wstąpił do zakonu i żyje do dziś pod imieniem archimandryty Cyryla.

Sławna stała się także Tania Czernowa – 19-letnia dziewczyna, która w dzieciństwie marzyła o karierze baleriny. Początkowo walczyła jako partyzantka w rodzinnej Białorusi. Następnie przedostała się do Stalingradu, gdzie przybyła z mocnym postanowieniem zabicia tak dużej liczby Niemców, jak tylko się da. Okrutna wojna i barbarzyństwo Niemców doprowadziły ją do tego, że całkowicie się zdehumanizowała. Traktowała faszystów jako patyki, które można złamać. Razem ze swoimi kolegami z oddziału sprytnie wymykała się nieprzyjacielskim żołnierzom poruszając się systemem kanałów po to, aby dołączyć do jednostek Armii Czerwonej. W końcu zgubiła się w labiryncie przejść, a gdy odnalazła wyjście pechowo trafiła na jednostki niemieckie. Partyzanci ukryli swą broń i postanowili dołączyć do niemieckiej kuchni polowej licząc na miskę ciepłej zupy. Na szczęście dla nich znalazł się tam rosyjski kolaborant, który wmówił Niemcom że Tania i jej towarzysze pracują dla niego. Pomimo okazanej pomocy Czernowa nie ukrywała obrzydzenia dla niego oraz dla innych "Hiwi" (Hilfsfreiwilliger – ochotnicze oddziały pomocnicze) rekrutujących się spośród Rosjan. Uważała go za kogoś gorszego niż nawet "patyki", które do tej pory łamała. Później Tania po przedostaniu się do wojsk radzieckich została słuchaczką specjalnej szkoły snajperów prowadzonej przez porucznika Wasilija Zajcewa. Następnie bezlitośnie kontynuowała swą zemstę aż do momentu, w którym sama została ranna w brzuch, w wyniku czego stała się bezpłodna.


Porucznik Wasilij Zajcew był jednym z najbardziej znanych radzieckich snajperów[5], który siał popłoch wśród Niemców. Swoje umiejętności strzeleckie nabył w młodości będąc myśliwym w tajdze na Uralu. Zajcew stał się kluczowym bohaterem radzieckiej propagandy, która stworzyła jego legendę i wizerunek herosa. Duża część jego wyczynów była jedynie wytworem sowieckich gazet. Także historia 3-dniowego pojedynku Zajcewa ze specjalnie przysłanym z Niemiec majorem supersnajperem, który miał go "upolować" (miał to być mjr Erwin Koenig lub płk Heinz Thorwald) wydaje się być nieprawdziwa i nie znajduje potwierdzenia w archiwach wojskowych. Zajcew miał prawdopodobnie na swym koncie 140 zabitych żołnierzy niemieckich a w całej wojnie ok. 428. Wielokrotnie był odznaczany medalem Bohatera Związku Radzieckiego. Jego kariera została przerwana w styczniu 1943, kiedy to został ciężko raniony przez wybuch miny.

Wyczyny Pawłowa, Czernowej i Zajcewa, mimo że zostały nagłośnione nie były czymś wyjątkowym i były udziałem wielu żołnierzy radzieckich walczących w obronie Stalingradu. Teraz byli oni całkowitym przeciwieństwem żołnierzy z lata 1941 r., kiedy to panicznie uciekali przed okrążającymi ich zagonami pancernymi Wehrmachtu. Opór 62. Armii był fanatyczny. Na głodowych racjach, wiecznie spragnieni (chociaż często odrętwieli przez alkohol), w warunkach gorszych nawet od tych panujących w okopach I wojny światowej, żołnierze walczyli pomimo otaczającej ich beznadziei. Z dużym nasileniem pracowała radziecka propaganda i oficerowie polityczni, którzy zaczęli się odwoływać do imperialnej historii kraju (przykład Aleksandra Newskiego czy wyparcia Polaków z Moskwy) po to, aby rozniecić falę patriotyzmu i nacjonalizmu, co wcześniej było nie do pomyślenia.

Czujkow z niecierpliwością wyczekiwał nadejścia zimy, wraz z którą miały skończyć się jego problemy z zaopatrzeniem. Ale musiał też przeczekać najtrudniejszy okres, gdy pływająca po rzece kra uniemożliwiała ruch barek i odcinała walczących od świata. Pomocne okazały się wcześniej nagromadzone na najtrudniejszy okres zapasy amunicji i żywności (np. tylko samej czekolady zgromadzono 12 ton, później pół batona czekoladowego stanowiło dzienną rację dla walczącego żołnierza). Jednak nawet i one nie zapobiegły drastycznym ograniczeniom, jakie nałożono na 62. Armię.

Paulus zdawał sobie sprawę, jak tragicznie może zakończyć się dla jego armii zima spędzona w gruzowiskach Stalingradu bez zimowej odzieży, która nie została jeszcze dosłana. Dlatego też za wszelką cenę szukał jak najszybszej możliwości zakończenia walk. Chociaż w rzeczywistości można było odstąpić od zdobywania nielicznych już pozycji rosyjskich (niemających już żadnego strategicznego znaczenia) z uwagi na osiągnięcie celów operacyjnych i zablokowanie Wołgi, to ze względów prestiżowych Hitler z uporem maniaka nalegał na całkowite opanowanie miasta. Paulusowi przysłano z Niemiec kilka batalionów saperów i inżynierów oraz specjalistów od walk ulicznych (nazywanych pionierami).

Jeden z oddziałów pionierów zebrany w ruinach fabryki Krasnyj Oktiabr oczekiwał na swoją kolej do włączenia się do walki, gdy nagle wybuchła bomba-pułapka. Wielu ludzi zginęło zanim zdążyli nawiązać kontakt z Rosjanami, to sprawiło że początkowo buńczuczni żołnierze szybko zostali skarceni. Jeden z ocalałych z walk o Fabrykę Traktorów opisał ją jako ohydne miejsce, z walającymi się wszędzie dużymi metalowymi płytami skrzypiącymi na wietrze. Ze ścianami i kolumnami, które wyglądają tak jakby się miały zawalić.

Jednostki pionierów były ostatnią próbą Paulusa całkowitego zdobycia Stalingradu. W gwałtownych atakach na okopanych w gruzach Rosjan wlewano cenną benzynę do kanałów, a następnie ją podpalano. Zrywano podłogi i wrzucano granaty do piwnic, aby "wykurzyć" z nich obrońców. Jedna grupa dotarła nawet do urwisk nad Wołgą i spuściła w dół materiały wybuchowe, aby pogrzebać znajdujących się na dole obrońców. Rosjanie jednak przecięli przewody, a ładunki bez szkody dla nich wybuchły w wodzie.
Niemieckie działo pancerne Sturmgeschütz III

11 listopada 1942 r. Paulus wykonał uderzenie 5 dywizjami na dzielnicę przemysłową. Wyłom w rosyjskich pozycjach obronnych powiększył się, a siły radzieckie były teraz podzielone na trzy części. Rosjanie ciągle utrzymywali się mimo ciężkich strat. Wyczerpani Niemcy przegrupowali się, gdy w tym czasie Paulus nadal zastanawiał się, jak wyjść z patowej sytuacji. Tymczasem Wołga była cała pokryta krami lodowymi i od 14 listopada wstrzymano transport rzeczny. Próbowano dostarczać 62. Armii zaopatrzenie drogą powietrzną, ale ze względu na niewielki obszar zajmowany przez Rosjan większość zrzutów trafiała w ręce Niemców. Czujkow walczył teraz z czasem i wszystko wskazywało na to, że nie zdoła wytrzymać na zajmowanych stanowiskach do czasu nadejścia odsieczy.

Niemieckie rozpoznanie lotnicze oraz raporty wywiadu wskazywały na gromadzenie się dużych sił sowieckich na północny zachód od Stalingradu. Lewe skrzydło niemieckie, o które tak martwił się Halder, wydawało się być teraz celem zbliżającego się radzieckiego kontrataku. Dlatego też Paulus polecił wzmocnić lewą flankę poprzez połączenie znajdującej się już tam rumuńskiej 3 Armii i przysłanego 48 Korpusu Pancernego gen. Ferdinanda Heima. Oddziały te miały za zadanie stawić opór nadchodzącemu natarciu.

Hitler został poinformowany o sowieckich przygotowaniach do ataku. Jego odpowiedź na to była jak zwykle taka sama i wyrażała się w ofensywnej postawie. W wiadomości do Paulusa z 17 listopada 1942 r. stwierdził, iż rozumie piętrzące się trudności i wzrastający radziecki opór, ponadto powiedział: wiem o dużych stratach, ale wraz z krą na Wołdze sytuacja Rosjan jest dużo gorsza. Jeżeli wykorzystamy nadchodzący okres, unikniemy krwawej łaźni. Dlatego oczekuję, iż Najwyższe Dowództwo ze swoją wielokrotnie udowadnianą energią oraz armia ze swoją często wykazywaną odwagą uczyni wszystko, aby przedrzeć się do Wołgi poprzez zakłady metalurgiczne oraz fabrykę dział i zajmie te części miasta.

Pismo to zostało rozprowadzone wśród wszystkich wyższych oficerów, przy czym żaden z nich nie miał nawet okazji, aby działać zgodnie z zawartymi w nim dyspozycjami. Rankiem 19 listopada 1942 r. nad całym stepem od północno-wschodniej strony niosło się echo silnego ostrzału. Było to przygotowanie artyleryjskie dla potężnej kontrofensywy, która miała przypieczętować los Paulusa i jego żołnierzy.
Operacja Uran [edytuj]
Sowiecki kontratak w bitwie stalingradzkiej

Wraz z ruszającą sowiecką kontrofensywą gen. Halder obawiał się, że spełnią się jego najgorsze przewidywania. Nikt jednak nie przewidywał takich rozmiarów i skali ataku, który zmierzał do okrążenia 6. Armii i połowy 4. Armii Pancernej gen. Hotha. Zawzięta postawa Czujkowa została okupiona ogromnymi ofiarami, ale wykrwawiła Wehrmacht. Od tej pory czas pracował na korzyść Rosjan.

Jeszcze we wrześniu 1942 r. rosyjskie dowództwo nie miało pojęcia, w jaki sposób uwolnić Stalingrad od otaczających go sił nieprzyjaciela i przyjść mu z pomocą. Bardzo małe szanse powodzenia miałby frontalny atak przez Wołgę. Jednak już samo rozmieszczenie wojsk niemieckich, które przylegały stosunkowo wąskim odcinkiem do armii radzieckiej w Stalingradzie, nasuwało na myśl możliwość odcięcia wroga od zachodu. Stalingrad był wierzchołkiem długiego wybrzuszenia mającego 40 km długości i 64 km szerokości u jego podstawy. Wręcz książkowym rozwiązaniem mogło tu być uderzenie na skrzydła i od tyłu i zamknięcie Niemców z trzech stron, od wschodu miały ich wiązać resztki 62. Armii i rzeka. Stalin polecił Żukowowi starannie opracować całą operację, starano się unikać pośpiechu, mimo że czas naglił. Powodem tego były poprzednie radzieckie ofensywy, które zakończyły się olbrzymimi stratami, teraz chciano je jak najbardziej zminimalizować (ZSRR posiadał jeszcze wprawdzie rezerwy, ale także i one znajdowały się na wyczerpaniu). Ponadto niepowodzenie odsieczy dla Stalingradu zakończyłoby się z dużym prawdopodobieństwem zdobyciem miasta, którego obrońcy walczyli już ostatkami sił.

Generałowie Żukow i Wasilewski pracując oddzielnie doszli niezależnie od siebie do tych samych wniosków. Mianowicie atak u podstawy wybrzuszenia frontu był najtrudniejszy do przeprowadzenia ze względu na znajdujące się tam doborowe jednostki Wehrmachtu. Natomiast rozciągnięte skrzydła były obsadzone przez niemieckich sojuszników: Rumunów, Włochów i Węgrów, których wola walki i umiejętności stały pod znakiem zapytania. Dlatego postanowiono uderzyć w najsłabszy punkt, czyli we flanki. Wiadomym było też, że zaangażowane siły Armii Czerwonej muszą być ogromne, a samo natarcie jak najsilniejsze. Problemem była kwestia zaopatrzenia i odciążenia armii Czujkowa, który nie mógł przecież wiecznie trwać na swoich pozycjach przy silnym naporze Niemców. Dużo czasu wymagało zebranie w jednym miejscu i czasie tak olbrzymiej masy ludzi i sprzętu.
Zdobyte niemieckie działa pancerne

Około listopada 1942 r. Żukow zgromadził w rejonie Stalingradu ok. miliona ludzi, 1,5 tys. czołgów, 2,5 tys. ciężkich dział oraz 3 armie lotnicze. Priorytetem było utrzymanie ofensywy w jak najściślejszej tajemnicy. Tylko dowódcy frontowi – Watutin, Jeriemienko i Rokossowski byli powiadomieni o sowieckich planach. Nawet Czujkowa do ostatniej chwili nie informowano o całej operacji. Gen. Rokossowski osobiście wydał dyspozycje sztabowi 62. Armii. Nacisk położył w szczególności na sprawę utrzymania się Armii Czerwonej w mieście aż do czasu zamknięcia okrążenia. Oficerowie, których Rokossowski zapytał, czy utrzymają Stalingrad, stwierdzili, że jeżeli Paulus nie mógł ich wyprzeć z miasta przez lato to tym bardziej teraz tego nie zrobi. Sam Rokossowski był ciekawą figurą wśród sowieckich oficerów, Polak z pochodzenia w dodatku wywodzący się z rodziny szlacheckiej cudem ocalał z czystek 1937 r. To właśnie w nim radzieckie dowództwo pokładało nadzieje na sprawne przeprowadzenie uderzenia.

Operacja Uran stanowiła pierwszą część całego planu i została zaplanowana na 11 listopada 1942 r. Jednak opóźnienia w alokacji poszczególnych jednostek przesunęły jej rozpoczęcie o cały tydzień. Rankiem 19 listopada panowały trudne warunki atmosferyczne spowodowane gwałtowną śnieżycą, co wywołało trudności w przeprowadzeniu przygotowania artyleryjskiego. Mimo tego wykonano bardzo silne bombardowanie pozycji niemieckich, potem ruszyły siły Frontu Dońskiego dowodzone przez Rokossowskiego i Frontu Południowo-Zachodniego prowadzone przez Nikołaja Watutina. Rosyjskie czołgi z łatwością przebiły się przez posterunki rumuńskiej 3. Armii i połączonych z nimi Włochów. Watutin dalej przemieszczał się po rumuńskim lewym skrzydle. W ciągu jednego dnia Rumuni znaleźli się w pułapce.

48. Korpus Pancerny gen. Heima, który otrzymał rozkaz wsparcia sił rumuńskich, okazał się niewielką pomocą, a jego czołgi okazały się mało skuteczne. Z powodu usterek technicznych silniki dławiły się (m.in. instalacje elektryczne zostały uszkodzone przez gryzonie), a pancerniacy mieli problemy z celnością. Heim miał do dyspozycji jedynie 50 sprawnych maszyn, co było dalece niewystarczające w obliczu tak dużych sił radzieckich.

Rokossowski po przebiciu się przez linie wojsk Osi zmienił kierunek na południowo-zachodni i zmierzał do miasta Kałacz na rzece Don. W tym miejscu znajdował się jedyny most, przez który przebiegały do Stalingradu niemieckie linie zaopatrzeniowe. Problemy z linią kolejową przebiegającą przez Rostów sprawiły, że Paulus mógł liczyć na posiłki jedynie poprzez drogę kałaczowską, która była niewystarczająca nawet przed rozpoczęciem sowieckiej ofensywy. Niemiecka 4. Flota Powietrzna oprócz swoich zadań na Kaukazie musiała także zajmować się dosyłaniem brakujących Paulusowi materiałów wojennych.
Sowiecka obrona

20 listopada rozpoczęła się druga część radzieckiej kontrofensywy. Na południe od Stalingradu siły Frontu Stalingradzkiego (zobacz: Fronty radzieckie) pod dowództwem Jeriemienki spadły z ogromną mocą na 4. Armię Rumuńską, ich szpica, którą stanowiła 51. Armia gen. Trufanowa, pędziła z dużą prędkością do Kałacza, aby połączyć się z Rokossowskim.

Na polecenie dowódcy Grupy Armii gen. Weichsa Paulus wycofał ze Stalingradu trzy dywizje pancerne, aby wzmocnić obronę na lewym skrzydle. Sytuacja z materiałami pędnymi była w mieście tak krytyczna, że dużo cennego czasu zostało zmarnowanego na poszukiwanie paliwa potrzebnego na dotarcie w rejon walki. 21 listopada Rumuni albo zostali otoczeni, albo też znajdowali się w głębokim odwrocie. Nawet kwatera główna Paulusa w Gołubińskajej została zagrożona przez Armię Czerwoną, sztab został z niej ewakuowany na dwie godziny przed tym, jak została ona zajęta. Z okien samolotu, którym Paulus uciekał, widział, jak rosyjskie czołgi zmiatają rumuńskie oddziały, które bez skutecznej broni przeciwpancernej były wobec nich bezradne. Oczywistym było, że całkowite okrążenie i odcięcie 6. Armii jest kwestią dni.

Paulus połączył się z OKW drogą radiową i poprosił o pozwolenie na wycofanie 6. Armii na odległość ok. 160 km na zachód. Prośba ta uzyskała pełne poparcie szefa sztabu armii gen. Kurta Zeitzlera, który przedstawił ją Hitlerowi. Hitler nakazał Paulusowi utrzymanie się na dotychczasowych pozycjach, zastosowanie taktyki obrony okrężnej – tzw. obrony "na jeża" i oczekiwanie na dalsze instrukcje. Führer rozkazał mu także przemieszczenie jego kwatery głównej do Gumraku, znajdującego się w odległości 16 km od Wołgi. Ponowna prośba Paulusa o zgodę na opuszczenie Stalingradu także została odrzucona.

Hitler teraz opuścił swą kwaterę w Berchtesgaden i przeniósł się do Wilczego Szańca w pobliżu Rastenburga w Prusach Wschodnich, gdzie miał dokładniejszy ogląd całej sytuacji. Zakazał Zeitzlerowi podejmowanie jakiejkolwiek decyzji odnośnie 6. Armii bez jego zgody.

Podczas gdy Hitler znajdował się w drodze do Rastenburga, 6. Armia traciła cenny czas i okazję do wyrwania się z zaciskającego się coraz ciaśniej okrążenia. Rozkaz sformowania obrony okrężnej wykluczał możliwość większych przesunięć poszczególnych jednostek. OKW tymczasem zmieniło strukturę organizacyjną i utworzyło nową Armię Dońską, na której czele stanął marszałek polny von Manstein. Paulus znalazł się pod bezpośrednim zwierzchnictwem Mansteina, jednak nie miało to większego wpływu na rozwój sytuacji.

Gen. Martin Fiebig dowodzący VIII Korpusem Lotniczym ostrzegał przed nadchodzącą katastrofą. Gen. Arthur Schmidt, ostrzeżony przez Fiebiga o braku możliwości zapewnienia przez Luftwaffe wystarczającego zaopatrzenia z powietrza, zawiadomił o tym szefa sztabu Paulusa. Tym samym czystą fikcją okazał się pomysł Hitlera na taki właśnie sposób podtrzymania 6. Armii w kotle stalingradzkim.
Niemieccy żołnierze w czasie marszu

Spornym jest fakt, kto ostatecznie ponosi odpowiedzialność za źle zorganizowaną próbę kontynuowania walki w Stalingradzie przy pomocy wsparcia lotniczego. Prawdopodobnie winnym fiaska tej operacji jest Hermann Goering, który zapewniał führera o zdolności Luftwaffe do dostarczenia wystarczających środków transportów. Przy czym Hitler nie konsultował się z Goeringiem aż do czasu odcięcia wojsk niemieckich. A po zamknięciu okrążenia nie było innej alternatywy niż wykorzystanie Luftwaffe do podtrzymania przy życiu 6. Armii. Niewątpliwie Goering powinien był poinformować führera o niemożliwości przeprowadzenia takiej operacji, po prostu samoloty nie mogły przewieźć tak olbrzymiej ilości materiałów wojennych potrzebnych dla tysięcy ludzi. Ponadto trzeba było się liczyć ze stratami w maszynach od ognia radzieckiej obr
Zobacz ten wpis w wątku
Aby pisać na forum musisz się zalogować !!!
rss · kontakt · załóż własne forum · TestHub.pl · korzystasz z forum? wesprzyj projekt!